poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział trzeci

Zayn
Wrzucam torbę do bagażnika, zamykam go i zajmuję miejsce za kierownicą. Odpalam moją Mazdę RX6 i ruszam z parkingu podziemnego na pełnym gazie. Chwilę późnej pędzę już po autostradzie, a po godzinie jestem w moim rodzinnym mieście Bradford. Parkuję samochód przed moim domem, biorę torbę z bagażnika, zamykam samochód i dzwonię do drzwi. 
Otwiera mi moja mama ucieszona na mój widok.
- Zayn! - krzyczy uradowana. Przytulam ją mocno. Stęskniłem się za nią. Ostatni raz widziałem ją dwa miesiące temu. Teraz postanowiłem zrobić jej niespodziankę i nic jej nie mówiłem, że przyjadę.
Siedzę w kuchni, a mama przygotowuje kawę. 
- Na długo przyjechałeś? - pyta, zalewając wodą nasze kawy. 
- Jeszcze nie wiem, mamo. W firmie jest ciągle robota, ale póki co nie jestem potrzebny na miejscu, więc postanowiłem przyjechać. Mogę stąd pracować - wyjaśniam. Prawdę mówiąc celem mojego przyjazdu nie jest spotkanie się z rodziną, chociaż cieszę się, że mogę znów zobaczyć mamę. 
- Tak się cieszę, że przyjechałeś - mówi, niosąc kawy zalane wcześniej mlekiem. 
- Też się cieszę, że cię widzę, mamo. - Uśmiecham się do niej. Mama zajmuje miejsce naprzeciw mnie. Słodzę swoją kawę i mieszam ją. 
- Co u was? Opowiadaj - zachęcam. 
- Wszystko tak jak zawsze. Dobrze wiesz jak wygląda nasze życie. Lepiej opowiadaj co u ciebie. Jak radzisz sobie w firmie? 
Cała mama. Najchętniej nic by o sobie nie mówiła. Jest bardzo skromna, chociaż ma złote serce. 
- Chyba całkiem dobrze sobie radzę. Nikt się nie skarży, firma jeszcze nie ogłosiła bankructwa, więc jest dobrze - śmieję się. - Tak naprawdę to ciągle się uczę i nie podejmuję najważniejszych decyzji. Dziadek pyta mnie o zdanie w różnych kwestiach. Czasem rzucam na nie całkiem inne światło i dziadkowi to się bardzo podoba. Mam świeży pogląd na różne sprawy i wiem jak to wygląda u podstaw. 
Mama słucha mnie jak oczarowana. 
- Jestem z ciebie taka dumna. Wszyscy jesteśmy - mówi z łzami w oczach. - Żebyś widział jak zazdrość zżera tą naszą sąsiadkę z naprzeciwka, gdy mówię jej o tobie. 
Śmieję się i przytulam mamę. 
- Mamo, potrzebujesz czegoś? Jeśli coś się psuje lub potrzebujesz czegoś nowego to możemy pojechać na zakupy - oferuję.
Mama chwilę się zastanawia, rozglądając się po kuchni. 
- Chyba przydałaby się nam nowa lodówka, bo ta już słabo chłodzi... Ale Zayn, spokojnie, odkładam na nią pieniądze, nie pali się.
- Ubierz się, jedziemy po nową - mówię głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- Ale... - zaczyna. Wstaję.
- Mamo, potrzebujesz nowej lodówki, więc ją dostaniesz. No już, idź się ubrać. 
Mama niechętnie wstaje i idzie na górę. Rozglądam się po parterze. Odkąd się stąd wyprowadziłem nic się tu nie zmieniło. Stwierdzam, że przydałby się remont. Mama na pewno by się ucieszyła. Od paru lat chciała go zrobić, ale nie miała na to pieniędzy. 
Mama schodzi na dół. Ma ubrane obcisłe dżinsy i luźną białą koszulkę w czarne paski. W holu wkłada płaskie buty i kurtkę. Chwyta jeszcze torebkę i wychodzimy. Otwieram przed mamą drzwi od strony pasażera. Mama wsiada do samochodu i zamykam za nią drzwiczki, obchodzę auto i siadam obok niej. Zapinam pas, odpalam silnik i ruszam. 
- Mamo, myślę, że przydałby się remont - mówię, wyjeżdżając z naszej ulicy. 
Mama spogląda na mnie.
- Zayn, nie trzeba.
Spoglądam na mamę.
- Trzeba. Od kilku lat chciałaś zrobić remont, ale nie miałaś na to pieniędzy. Jutro zadzwonię do ekipy remontowej i tak jak będziesz chciała, więc zaraz wstąpimy też po farby.
- Zayn... - zaczyna. Ma surową minę. Wiem, że nie czuje się komfortowo w tej sytuacji, ale jestem jej synem i chcę się jej odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie zrobiła.
Zatrzymuję się na czerwonym świetle.
- Mamo, naprawdę to dla mnie żaden problem. Proszę, pozwól sobie pomóc. 
Mama wzdycha poddając się.
Chwilę później jesteśmy w sklepie ze sprzętem AGD i RTV. Podchodzi do nas sprzedawca ubrany w żółto-szary uniform. Na plakietce widnieje jego imię: Mike.
- Dzień dobry. Mógłbym w czymś pomóc? - pyta.
- Dzień dobry. Potrzebujemy lodówki - odpowiadam. 
- Oczywiście, lodówki znajdują się w tamtej części sklepu - wskazuje na lewą stronę. - Zaprowadzę państwa. - Idzie w stronę, którą wskazał, a ja z mamą idziemy za nim. - Jaka lodówka państwa interesuje? Duża, mała? Z zamrażalnikiem u góry czy na dole? 
- Najlepsza jaka jest - odpowiadam. 
Mężczyzna spogląda na mnie zdziwiony.
- Proszę za mną - mówi i prowadzi nas do rzędu lodówek. Zatrzymuje się przed srebrną, podwójną lodówką. Sprawdzam jej parametry, oglądam wnętrze.
- Podoba ci się, mamo? - pytam. 
- Tak - odpowiada z uśmiechem.
- Bierzemy. 
Chwilę później jestem przy kasie i płacę za lodówkę. 
- Lodówka zostanie przywieziona jutro koło południa. Proszę tylko jeszcze podobać adres - mówi kobieta ubrana w taki sam uniform, co mężczyzna, który pokazał nam lodówkę. 
Podaję adres i odbieram swoją kartę kredytową.
- Dziękuję i zapraszam ponownie. 
- Dziękuję, do widzenia - odpowiadam z uśmiechem. Podchodzę do mamy. - Chcesz jeszcze zrobić jakieś zakupy spożywcze do domu? 
- Możemy - odpowiada. - Dziękuję, Zayn.
Przytulam mamę.
- Nie ma za co, mamo. Naprawdę. 
Wychodzimy ze sklepu i wsiadamy do samochodu. Kilka minut później jesteśmy w Tesco i robimy duże zakupy. Później jedziemy jeszcze do sklepu budowlanego i mama wybiera farby do domu. O siedemnastej jesteśmy z powrotem w domu. Mama wypakowuje zakupy, a ja zanoszę farby do piwnicy. Później szukam w internecie ekipy remontowej. 
Koło osiemnastej wychodzę z domu, mówiąc mamie, że idę się spotkać z kilkoma osobami. Jednak póki co chcę się spotkać z osobą, dla której tak naprawdę tu przyjechałem. 
Pukam do czerwonych drzwi i robię krok do tyłu. Słyszę jak jakaś dziewczynka krzyczy: 
- Dziadku, ktoś pukał! 
- Zoe, odejdź od drzwi, dziadek już idzie - mówi mężczyzna spokojnym głosem.
Sekundę później w drzwiach staje wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Ma kwadratową szczękę, szerokie ramiona. Ubrany jest w zieloną koszulkę i zwykłe dżinsy. Za jego nogami widzę małą dziewczynkę. Na oko ma z trzy lata. Jest śliczna.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - pyta. Jego spojrzenie jest surowe. Odnoszę wrażanie, że jest byłym wojskowym czy kimś tego rodzaju.
- Dzień dobry. Nazywam się Zayn Malik. Zastałem może Ophelię? - Silę się na drobny uśmiech.
- Nie, Ophelii tu nie ma - odpowiada chłodno. - I dam ci radę, chłopcze - mówi, zbliżając się do mnie. - Nie staraj się nawet szukać mojej córki. Nikt ci nie powie, gdzie ona jest. - Robi krok w tył. - Do widzenia. - Zamyka mi drzwi przed nosem zanim zdążę coś dodać. 
Odwracam się na pięcie i idę w stronę parku. Po głowie krążą mi słowa ojca Ophelii. "Nikt ci nie powie, gdzie ona jest." Niby dlaczego? Dlaczego mają robić z tego tajemnicę? 
Po drodze spotykam Davida. 
- Zayn? - pyta jakby mnie nie poznawał.
- Siema, David! - witam się, przybijając piątkę. - Co u ciebie? - pytam.
- Wszystko spoko. Co cię sprowadza do Bradford? 
- Przyjechałem odwiedzić mamę i żeby spotkać się z paroma osobami - odpowiadam.
- To może wyskoczymy na piwo i dam cynk chłopakom żeby też wpadli?
- Jasne - odpowiadam. - To co, idziemy tam gdzie zawsze? 
- A niby gdzie indziej byś chciał iść niż do Joe's? - pyta rozbawiony, pisząc wiadomości do chłopaków. 
- Co słychać w wielkim świecie? - pyta, gdy siedzimy już przy stoliku i pijemy piwo.
- Chyba wszystko jest okej. Pracujemy nad paroma nowinkami, które chcemy wprowadzić na rynek w najbliższym czasie - odpowiadam, przyglądając się Davidowi. Od college'u nic się nie zmienił. Wciąż ma tą samą fryzurę i nosi podobne ubrania. 
- A co słychać w twoim prywatnym życiu? Znalazłeś sobie jakąś panienkę? - pyta, wyraźnie zaciekawiony.
- Nie, nie znalazłem - wzruszam ramionami, upijając spory łyk piwa. - A ty kogoś masz?
- Stary, Vanessa to dziewczyna wyjęta z moich snów. Już ci ją pokazuję, bo możesz jej nie kojarzyć. - Z kieszeni wyjmuje swoją komórkę i pokazuje mi jej zdjęcie. Dziewczyna jest całkiem ładna, ma śliczny uśmiech. I to tyle. Nie jest do końca w moim typie. 
- Chodziła z nami do college'u? 
- Tak, ale była rok młodsza, więc stąd możesz jej nie kojarzyć. Raczej nie wyróżniała się z tłumu - mówi, po czym bierze łyk piwa.
Pół godziny później przy naszym stoliku jest już Sam, Tom i jeszcze kilku chłopaków. Pijemy już drugą kolejkę piwa i każdy opowiada co u niego słychać. 
- Ej, wiecie coś może o Ophelii? - pytam, przy trzeciej kolejce.
- Z tego co obiło mi się o uszy to gdzieś wyjechała i to tyle - odpowiada Zac. 
- Pewnie wyjechała na studia - mówi Tom. - Tyle że nikt nie ma z nią kontaktu. Jej koleżanki też wyjechały. I w zasadzie nikt nie wie dokąd. 
Kurwa. Zaczyna mi to śmierdzieć, myślę.
O dwudziestej drugiej wracam lekko pijany do domu. Staram się jak najciszej otworzyć drzwi. Gdy w końcu mi się tu udaje jeszcze ciszej idę do swojej sypialni. W ciuchach rzucam się na łóżko i zasypiam zanim moja głowa dotyka poduszki.
Gdy rano się budzę, sprawdzam swój telefon. Mam SMSa, od nieznanego numeru.
"Ophelię znajdziesz w Londynie"
Próbuję zadzwonić na ten numer, ale ktoś ma wyłączony telefon. Postanawiam iść za tą wskazówką. Po śniadaniu wsiadam do auta i jadę do Londynu. 
Będąc już poza granicami Bradford dzwonię do mojej sekretarki.
- Vic, potrzebuję na już mieszkania w Londynie.
- Jakieś konkretne, Zayn? - pyta swoim przesłodzonym głosem. Nie znoszę tego, że tak ciągle mi się podlizuje. Myśli, że skoro raz się z nią przespałem to coś z tego wyjdzie, chociaż uświadomiłem ją, że nic do niej nie czuję i to była przygoda na jedną noc. Poza tym oboje byliśmy pijani po firmowej imprezie. 
- Ma być w centrum i dostępne jeszcze dzisiaj - mówię, zmieniając bieg.
- Jasne, jak coś znajdę to dam ci znać.
- Dzięki - odpowiadam i klikam czerwony przycisk na ekranie telefonu.
Godzinę później Vic oddzwania.
- Znalazłam mieszkanie. W mailu wysłałam adres. Właściciel akurat tam jest, więc będzie czekał na ciebie.
- Okej, dzięki. 
Po drodze dzwonię też do ekipy remontowej i umawiam się z nimi, że jutro popołudniu przyjdą do mojej mamy i ustalą z nią wszystkie szczegóły. Informuję ich również o tym, że jeśli porządnie wykonają swoją pracę to będą mieli z tego duży zysk. 
Dom znajduje się na Pembridge Gardens. Okolica jest bardzo elegancka; wszystkie domy są białe, z zadbanymi ogródkami, białymi niewysokimi murkami i czarnymi furtkami.  Z właścicielem natychmiast podpisuję umowę i na jego konto przelewam odpowiednią kwotę. 
Po tym jak swoje ubrania umieściłem w szafie zaczynam zastanawiać się: co dalej? W tym mieście jest ponad osiem milionów osób. Jak wśród nich mam znaleźć jedną dziewczynę? Nawet nie wiem, gdzie powinienem zacząć szukać. Całe to szukanie jej będzie jak szukanie igły w stogu siana. Dosłownie.
Wkładam marynarkę i wychodzę z domu. Postanawiam nieco się przejść. Chodzę po okolicy modląc się, żebym jakiś cudem znalazł Ophelię. Potrzeba mi cudu, bym ją znalazł. Szansa na jej odnalezienie wynosi jeden do ośmiu milionów. Jak spośród tłumu znaleźć jedną osobę?
Co rano wstaję i wychodzę na miasto. Każdego dnia jestem w innej części Londynu i zwiedzam porządnie ją zwiedzam, marząc o tym, by znaleźć Ophelię. 
A teraz przeszukuję każde odludnione miejsce
każdy kąt, wołając Twoje imię.
Dzisiejszego wieczora muszę zostać w domu, by przejrzeć trochę dokumentów z firmy. Piję kawę, cicho gra mi muzyka. Wyglądam przez okno przy którym stoi biurko i widzę śliczną dziewczynę. Ma krótkie falowane włosy, które ledwo sięgają jej do ramion, uroczy uśmiech. Ubrana jest w czarną rozkloszowaną spódnicę, która sięga jej do połowy łydki, koszulkę w czarno-białe paski i skórzaną kurtkę. W ręce trzyma niedużą torebkę. Wyraźnie dokądś się spieszy, rozmawia przez telefon. 
Gdy tracę ją z oczu wracam do swojej pracy. Przy laptopie siedzę do północy. Później biorę prysznic i kładę się spać. Śni mi się kobieta, którą widziałem wieczorem. Jest naprawdę ładna. We śnie mówi coś do mnie, ale nie rozumiem jej. Co to może znaczyć? 
Budzik budzi mnie o siódmej. Zjadam śniadanie i jadę na siłownię. Spędzam na niej godzinę, później biorę prysznic i jadę w kolejną część Londynu w poszukiwaniu Ophelii. 
Próbuję cię znaleźć, ale ja po prostu nie wiem dokąd chodzą złamane serca.

Ophelia
Jest sobotnie popołudnie. Razem z Michaelem przygotowuję obiad. Gdy chcę rozgrzać oliwę okazuje się, że została ostatnia resztka i to nie wystarczy.
- Michael, pójdę do sklepu po oliwę, bo się skończyła. Zrobisz sałatkę za ten czas? - pytam, wylewając resztkę oliwy na patelnię. Butelkę wyrzucam do kosza ze szkłem i puszkami.
- Nie ma problemu - odpowiada z uśmiechem. Myję ręce i idę do holu. Wkładam białe, krótkie conversy, dżinsową kurtkę i chwytam moją małą torebkę Michaela Korsa. Pięć minut później jestem w pobliskim sklepie. Biorę jedyną oliwę z oliwek jaka jest. Przechadzając się po sklepie biorę jeszcze trochę owoców i warzyw, kilka jogurtów, mleko... I kończę z trzema ciężkimi reklamówkami. Jakie to dla mnie typowe, myślę. Następnym razem wezmę auto, obiecuję sobie. Wracam do domu, umierając pod ciężarem zakupów, przeklinając się w duchu. 
Zauważam idącego z naprzeciwka chłopaka. W miarę zbliżania się do siebie dostrzegam coraz więcej szczegółów. Jest wysoki, ma kruczoczarne postawione włosy z wygolonymi bokami, ostro zarysowane kości policzkowe i żuchwę. Ma lekki zarost. Ubrany jest w granatową koszulkę z dekoltem w serek, która opina się na jego ciele, obcisłe dżinsy, czerwoną koszulę w kratę, której rękawy są podwinięte i ukazują wytatuowane ręce. Dekolt koszulki też pokazuje jego tatuaże, które są klatce piersiowej i sięgają aż do szyi. Wygląda na rockmana i jest niesamowicie przystojny. 
- Hej, pomóc ci? - pyta, gdy jest tuż naprzeciw mnie. Ma niski, seksowny głos z cudownym akcentem.
- Nie, nie trzeba - odpowiadam lekko speszona. - Poradzę sobie.
- Nie sądzę - upiera się. - Daj, pomogę ci zanieść je do domu. - Wyciąga rękę w stronę siatek. Zauważam, że jego tatuaże na ręce sięgają aż do wierzchu dłoni.
- Naprawdę, poradzę sobie. Mieszkam niedaleko. - Udaje mi się na niego spojrzeć. Czuję jak moje policzki robią się czerwone i modlę się, by mój krem BB je maskował, co jest w zasadzie niemożliwe, bo jego krycie jest bardzo lekkie.
- Pomogę, naprawdę. - I nie czekając na moją odpowiedź najpierw bierze jedną, a potem następne dwie reklamówki. 
- Dziękuję - mówię. 
- Nie ma za co. Nie sądzę, że dałabyś je donieść do domu. One ważą więcej od ciebie! - żartuje. 
Śmieję się. 
- Aż taka lekka nie jestem... - mówię cicho. 
- Słyszałem to. - Spogląda na mnie roześmiany. Wygląda na nastolatka, gdy się śmieje. Zastanawiam się ile może mieć lat. - Niech zgadnę... Miałaś iść po jedną rzecz, prawda? 
- Tak... - przyznaję lekko zażenowana. Przegryzam dolną wargę.
- Kobiety są takie typowe. Następnym razem weź chłopaka ze sobą albo samochód - sugeruje.
- Nie mam chłopaka - odpowiadam prędko. - Ale samochód na pewno wezmę.
- Jakim cudem tak ładna dziewczyna nie ma chłopaka? - pyta, spoglądając na mnie wyraźnie zaciekawiony.
- Normalnie, żaden nie zwalił mnie z nóg, ale pewnie wszystko przede mną. - Robię pauzę. - No dobrze, tutaj mieszkam - mówię, wskazując na drzwi. 
- Okej. Miło mi się z tobą rozmawiało. Życzę powodzenia w szukaniu faceta, który zwali cię z nóg. I gdybyś kiedyś potrzebowała pomocy z zakupami czy czymś innym to mieszkam na przeciw. - Brodą wskazuje swój dom.
- Będę pamiętać. Bardzo dziękuję za pomoc. - Biorę od niego siatki z zakupami. - Do zobaczenia. - Uśmiecham się do niego. 
- Do zobaczenia - odpowiada i idzie w stronę, z której przyszliśmy. Wchodzę po schodach do domu. Przed drzwiami stawiam zakupy na ziemi i dzwonię na dzwonek. 
- Miałaś kupić tylko jedną rzecz! - mówi Michael otwierając mi drzwi. Bierze zakupy.
- Wiem, wiem - odpowiadam. Wchodzę za nim do domu. Gdy mam zamykać drzwi rozglądam się i zauważam mulata, który patrzy w moją stronę. Uśmiecham się do niego i zamykam drzwi. 

Po dziewiętnastej wychodzę spod prysznica. Suszę włosy, a następnie lekko je podkręcam. Robię mocny makijaż: obrysowuję oko czarnym eyelinerem i wyciągam kreskę ku górze. Konturuję twarz, a na usta nakładam różową pomadkę. Staję przed moją garderobą i zastanawiam się, co ubrać. 
- Michael, co mam ubrać? - pytam. Chwilę później Michael jest już obok mnie i przesuwa wieszaki. 
- To - mówi, pokazując mi czerwoną sukienkę. Ostatni raz miałam ją na sobie pięć  lat temu. - Jeszcze w niej cię nie widziałem - dodaje. 
- Niech będzie - zgadzam się, biorąc od niego wieszak. Idę do łazienki, ubieram sukienkę. Jest obcisła, sięga do połowy uda. Ma minimalny rękaw, od których odchodzą dwa paski, układające się w literę V, a pomiędzy nimi i półokrągłym dekoltem są dwie dziury. Zdążyłam zapomnieć o tym jak dobrze na mnie leży. Ubieram botki na słupku. 
- Wiedziałem, że będziesz świetnie w niej wyglądać - mówi Michael. 
Uśmiecham się do niego. Sprawdzam godzinę i okazuje się, że muszę już wyjść.
- Taksówka już na ciebie czeka - informuje mnie Michael. 
- Okej. Bawcie się dobrze i niech Zoe nie pójdzie zbyt późno spać. 
- Dobrze, maksymalnie o dwudziestej drugiej będzie spać. 
- Okej. Pa. - Daję buziaka Zoe, która właśnie rysuje kolejny rysunek i Michaelowi. W holu ubieram swoją skórzaną kurtkę i biorę moją małą czarną torebkę Michaela Korsa, którą przekładam przez ciało. Wychodzę z domu i owiewa mnie chłodny wiatr. Schodzę po schodach i wsiadam do czekającej na mnie taksówki. Dziesięć minut później jestem już pod klubem. Dziewczyny czekają na mnie w środku. Siedzą przy barze i świetnie wyglądają.
- Ubrałaś tą sukienkę, którą miałaś na imprezie Zayna - zauważa Carrie.
- Michael mi ją wybrał - tłumaczę się. 
- Świetnie wyglądasz - mówi Caroline. Uśmiecham się do niej i zajmuję miejsce obok Sophie. 
- Poproszę mohito - mówię do barmana, obdarzając go miłym uśmiechem. 
- Już się robi - odpowiada i chwilę później stawia przede mną drinka.
- Dziękuję - odpowiadam. 
Z dziewczynami jak zawsze plotkujemy. Później idziemy na parkiet i tańczymy. Dawno już nie byłam na żadnej imprezie i cieszę się, że w końcu uległam dziewczynom i wyszłam z nimi. Wracamy do naszych miejsc przy barze i czekamy, by móc zamówić kolejne drinki. 
Zza moim pleców dobiega pytanie:
- Można się dosiąść? 
Odwracam się na wysokim krześle i widzę chłopaka, który popołudniu pomógł mi z zakupami. Czuję, że moje policzki przybierają kolor mojej sukienki. 
Ma ubraną niebieską koszulę z rozpiętymi dwa górnymi guzikami i podwiniętymi mankietami, dżinsy i do tego skórzaną kurtkę. Całość wygląda naprawdę dobrze. A może tylko na nim tak wygląda? Dziwię się, że jego tatuaże nie gryzą się z elegancką koszulą.
- Jasne - odpowiadam krótko i wracam do rozmowy z dziewczynami. Chwilę później chłopak mówi:
- Postawię ci drinka. 

___________________________
Powiem tyle: akcja właśnie się zaczyna :) 
Moje fanfiction znajdziecie też na wattpadzie: https://www.wattpad.com/story/50160484 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz