Zayn
- IMPREZA NA ZAKOŃCZENIE SZKOŁY LUDZIE! - krzyczę, wnosząc kubek z piwem w powietrze. Ludzie wokół odkrzykują mi również wnosząc swoje drinki. Zeskakuję ze stolika i przeciskam się między znajomymi ze szkoły, którzy gratulują mi świetnej domówki. W kuchni znajduję moich kumpli: Davida, Sama i Toma. Stoją oparci o meble kuchenne i obgadują dziewczyny, pijąc wódkę.
- Co tam? - pytam, dolewając do swojego piwa trochę wódki. Chyba szybko dzisiaj padnę, myślę.
- Właśnie gadaliśmy o tym jak dobrze tyłek Ophelii wygląda w tej obcisłej sukience - odpowiada David.
Uspokój się, Zayn. Powinienem być już przyzwyczajony do tego, że całe pierdolone Bradford gada o tyłku Ophelii. Jednak, gdy tylko słyszę jak ktoś ją uprzedmiotawia to bierze mnie kurwica. Widzą w niej tylko dupę i cycki. Nic więcej. A ona jest cudowna. Ma taki piękny uśmiech i śliczne oczy. I ogromne serce. Dlaczego o tym nikt nie mówi?
- Tak, wygląda świetnie - przyznaję. Moi kumple nie wiedzą o tym, że Ophelia jest moją crush girl i niech tak pozostanie. I faktycznie, w tej obcisłej sukience wygląda cholernie dobrze.
- To co? Po kolejce i idziemy wyrywać dziewczyny? - pyta Sam. Cały on - nic tylko by wyrywał dziewczyny. Gdyby mógł to co noc w łóżku miałby inną. Wszyscy wiedzą, że jest kobieciarzem i mimo to wciąż dziewczyny idą z nim do łóżka.
- Jasne! - zgadza się za nas wszystkich Tom. Sam napełnia kieliszki i po chwili wszyscy je opróżniamy, wnosząc wcześniej toast za dzisiejszy wieczór.
Przeciskam się przez tłum, by móc zapalić przed domem. Jednak, gdy zauważam, że jakiś śmieć położył swoje brudne łapy na talii Opehlii, przystaję. Moje dłonie zaciskają się w pięści. Mija chwila i dziesięć powolnych oddechów zanim uświadamiam sobie, że Ophelia nie jest moją dziewczyną i nie mogę niczego jej zabronić. Nawet tańczenia z jakimś chłopakiem. Wychodzę przed dom i szybko spalam papierosa, a po nim kolejnego. Dopiero drugi mnie uspokaja na tyle, że wracam do środka. Rozglądam się po salonie, jednak nigdzie nie widzę Ophelii. Idę do kuchni z zamiarem wypicia na raz całej butelki wódki. Czuję się na tyle żałośnie, że w tym momencie powinna zagrać piosenka Biebera "That should be me". Jestem dużo więcej wart od tamtego kolesia, który z nią tańczył i o którego ocierał się jej boski tyłek.
Gdy wchodzę do kuchni zostaję mile zaskoczony. Na blacie kuchennym siedzi Ophelia. Jej długie nogi swobodnie zwisają. W dłoni trzyma czerwony kubek. Uśmiecha się na mój widok. A ja czuję, że na mojej twarzy właśnie widnieje najszerszy uśmiech w całym moim życiu.
- Znajdzie się jakiś alkohol? Wszędzie widzę tylko puste butelki... - mówi rozglądając się po kuchni.
Na chwilę odbiera mi mowę. Ma taki uroczy akcent.
- Jasne, zaraz coś znajdę - odpowiadam szybko. Z górnej szafki obok Ophelii wyjmuję butelkę wódki. - Może być? - pytam.
W odpowiedzi słodko przytakuje. Łapię nowy kubek, otwieram wódkę i napełniam nasze kubki.
- Za co pijemy? - pytam, stając na przeciwko Ophelii.
- O to, aby ta noc się nie skończyła - odpowiada, stukając swoim kubkiem o mój i wypijając jednym haustem jego zawartość. Na koniec słodko się krzywi, gdy alkohol pali jej gardło. - O mamo, jest jakiś sok? - pyta.
Z szafki wyjmuję sok porzeczkowy i nalewam go do jej kubka.
Zaczynam się śmiać.
- Hej, nie każdy ma żelazne gardło tak jak ty! - mówi, po opróżnieniu kubka.
- Nie mam żelaznego gardła. Wystarczy iść na kilka dobrych imprez i porządnie się spić. Oto cały sekret - mówię, wzruszając ramionami.
- W takim razie ja chcę się dzisiaj porządnie spić - mówi, patrząc mi prosto w oczy, jakby rzucała mi wyzwanie.
- Żaden problem - odpowiadam. Napełniam nasze kubki. Ophelia łapie swój.
- Ta noc będzie długa - mówi, po czym wypija drinka.
Trzy kolejki później Ophelia mówi:
- W końcu jesteśmy na tej samej imprezie.
- A no fakt. W końcu nam się udało - śmieję się.
- Idziemy na górę? - proponuje. Jest już lekko pijana i jest jeszcze bardziej urocza niż zwykle. Albo to ja robię się pijany i wszystko wyolbrzymiam.
- Jasne - odpowiadam. - Weź kubki, a ja wezmę resztę. - Ophelia bierze w jedną rękę nasze kubki i wychodzi z kuchni. Chwytam wódkę i sok, i idę za nią. Mój wzrok zawiesza się na jej biodrach, które seksownie kołyszą się w rytm muzyki. Czuję, że w moich spodniach robi się coraz ciaśniej. - Ostatnie drzwi po lewej - mówię, gdy jesteśmy na górze.
W moim pokoju jest kompletny burdel i teraz żałuję, że nie ogarnąłem choć trochę przed imprezą. Jednak nie sądziłem, że wyląduję w nim razem z Ophelią, która właśnie rozgląda się po moim pokoju.
- Gdzie chcesz siedzieć? - pytam. Odwraca się twarzą do mnie.
- Na łóżku będzie najwygodniej - odpowiada, a jej piękne usta układają się w uśmiech. Zrzucam wszystko z szafki nocnej i stawiam na niej alkohol i sok. Ophelia podchodzi do mnie i podaje mi kubki.
Czuję, że zaczynam się stresować.
- Włączyć jakąś muzykę czy coś? - proponuję.
- Jasne - odpowiada, siadając na łóżku. Otwieram laptopa i włączam moją ulubioną playlistę na Spotify. Z głośników, które są rozstawione po całym pokoju zaczyna lecieć "Send me an angel" Scorpions. Siadam po turecku naprzeciw Ophelii, która siedzi z wyciągniętymi nogami, oparta o wezgłowie łóżka. Zaczynam się zastanawiać jaką ma bieliznę.
- Czyżbyś przystopowała? - pytam wyzywająco.
- To ty jakoś ociągasz się z polewaniem - odpowiada, unosząc jedną brew do góry. Sięga po wódkę i nasze kubki. Napełniam je, a po chwili znów są puste.
Pomiędzy kolejkami rozmawiamy. Dużo rozmawiamy i to nie tylko o szkole jak to zwykle bywało. Ophelia dużo opowiada mi o sobie, ale też dużo wyciąga ze mnie. Dwie godziny później nasza litrowa butelka jest pusta, a my jesteśmy kompletnie pijani. Wychodzę na balkon, by zapalić i gdy wracam nie wierzę własnym oczom.
Ophelia bezpardonowo stoi przede mną w samej bieliźnie. I to nie byle jakiej - czarnej, koronkowej bieliźnie, która doskonale na niej leży.
- Kochaj się ze mną - mówi, zarzucając mi ręce na ramiona i atakując swoimi ustami moje.
*
- Jak minął ci weekend? - pytam, dosiadając się do Ophelii. Zaraz zaczną się zajęcia, więc mamy chwilę by porozmawiać. Ma na sobie duży jasnoniebieski sweter, który sięga jej do połowy uda, czarne rajstopy i długie za kolano, zamszowe kozaki. Jej włosy splecione są w luźny warkocz, ale nie taki klasyczny; ten jest jednym z tych bardziej skomplikowanych. Moja siostra często robi sobie taki. Raz widziałem i jak ten klasyczny dla mnie był trudny do ogarnięcia to z tego powinno się pisać prace doktorskie.
- Dobrze, a twój? - odpowiada, odkładając swój telefon na ławkę, uprzednio go blokując.
- Jak zwykle. Co robiłaś? - Nigdy nie lubię dużo opowiadać o sobie.
- W piątek poszłam z mamą na pizzę, a w sobotę zrobiłyśmy z dziewczynami piżama party u Caroline, ale przyszedł Nick ze swoimi kolegami i przynieśli piwo, więc oglądaliśmy horrory do późna. Prawdę mówiąc wypiłam jedno piwo, ale albo miałam strasznie słabą głowę albo to piwo było tak mocne, bo byłam po nim pijana!
Jej komórka wibruje, ale ona ignoruje to.
Uwielbiam jej słuchać. Zawsze ma dużo do powiedzenia. Jej życie wydaje się być ciekawe.
- A może jedno i drugie? - sugeruję. Zapewne jeden z chłopaków chciał się dobrać do jej majtek i czegoś jej dosypał do piwa żeby była łatwiejsza. Wszyscy marzą o tym, by Ophelia wylądowała w ich łóżku. Jednak jeszcze nikt się tym nie pochwalił. I dobrze, bo by mnie chyba rozniosło. I mnie i tego, który się z nią przespał.
- Możliwe - przytakuje z uśmiechem. Jej telefon znów wibruje i zastanawiam się, kto się do niej tak dobija. - A ty co robiłeś przez cały weekend? Co "zwykle" robisz? - dopytuje.
Wzdycham.
- W piątek albo w sobotę zwykle idę na jakąś imprezę z chłopakami, a następnego dnia leczę kaca, czytając coś albo oglądając "Grę o tron". - I myślę o tym jak fajnie by było, gdybyś była moją dziewczyną, dodaję w myślach.
- Ty też to oglądasz? - jęczy.
- Hej, to jest już kultowy serial!
- Niech ci będzie. Tak w ogóle to musimy się kiedyś razem wybrać na imprezę.
*
Wchodzę do klasy i zajmuję miejsce obok Ophelii. Wyjmuję z plecaka zeszyt i ołówek. Otwieram zeszyt i odruchowo zaczynam coś szkicować.
Głos Ophelii wyrywa mnie z letargu.
- Wow, masz talent! - mówi, patrząc na mój rysunek. Szybko podciągam się na krześle i spoglądam na to co narysowałem.
O kurwa.
Narysowałem Ophelię. W zwiewnej sukience, która odsłania jej ramiona. Jej włosy są rozwiane.
W tym momencie modlę się, by Ophelia nie rozpoznała siebie na tym rysunku. Szybko zamykam zeszyt.
- A to, nic takiego. Takie tam gryzmoły - mówię.
- Masz naprawdę talent, Zayn - powtarza.
Mogę się zastrzelić?
*
Siedząc na ławce w parku obserwuję Ophelię. Jest nieopodal mnie ze swoimi przyjaciółkami. Słyszę jej śmiech, widzę jak odrzuca głowę do tyłu. Dziewczyny włączają muzykę, śpiewają i tańczą. Widok kołyszących się bioder Ophelii przyprawia mnie o zawrót głowy. Słyszę jej głos, gdy śpiewa jedną z piosenek Taylor Swift. Wyjmuje telefon i razem z przyjaciółkami robi sobie zdjęcie, ale wcześniej poprawia swoją szminkę. Jej czerwone usta śnią mi się po nocach, a to co z nimi robi wciąż tkwi mi w głowie. Ophelia chwyta dziewczyny pod rękę i idą w stronę centrum handlowego. Odczekuję chwilę, po czym ruszam za nimi. Po drodze zapalam papierosa. W centrum handlowym dziewczyny chodzą po sklepach. Wiem, że po zakupach przyjdą do Starbucksa, więc czekam tam popijając jedną kawę za drugą. Po dwóch godzinach najpierw słyszę jej głos, a po chwili wchodzi krokiem modelki, trzymając w jednej ręce kilka toreb, a w drugiej na zgiętym ramieniu ma torebkę, a w dłoni trzyma telefon i pisze do kogoś SMSa. Podchodzi do kasy i obdarowuje baristę swoim cudowym uśmiechem. Słyszę, że zamawia latte i ciastko. Zauważam sposób w jaki barista się na nią patrzy - w dokładnie taki sam jak całe pieprzone miasto. Wzrok Anny pada na mnie - uśmiecha się i macha do mnie. Odwzajemniam uśmiech, po czym wstaję i wychodzę.
*
Moja pięść ląduje na policzku jakiegoś chłopaka. Chwilę temu powiedział, że Ophelia jest dziwką, która puszcza się na każdej imprezie. Nigdy nie słyszałem o tym, żeby któryś z chłopaków mówił o tym, że przeleciał Ophelię. A może tego nigdy nie robiła? Nie no, na pewno to robiła ma już w końcu osiemnaście lat. Jestem ciekaw jak wyglądał jej pierwszy raz. Czy tamten chłopak traktował ją dobrze? Czy wszystko wyglądało tak jak ona sobie wyobrażała? Czy go kochała? Czy on ją kochał? Czemu to ja nie mogłem być tym chłopakiem?
Jednak po słowach tamtego chłopaka tak się we mnie zagotowało, że aż musiałem mu przywalić. Uderzam śmiecia w brzuch. Ląduje na ziemi. Kopię go. Jestem w jakimś amoku.
- ZAYN, PRZESTAŃ! - słyszę głos Ophelii. Nie wiem czy w rzeczywistości czy w mojej głowie. Podnoszę wzrok znad zwijającego się ciała chłopaka.
Ophelia biegnie w moją stronę. Gdy jej wzrok pada na zwijającego się chłopaka jej dłoń wędruje do ust. Pytającym wzrokiem spogląda na mnie.
- Czemu to zrobiłeś?
No i co ja mam jej powiedzieć?
- Wkurwił mnie - spluwam na ziemię. Chowam dłonie w kieszenie kurtki i idę w stronę domu.
- Zgnijesz w pierdlu, kutasie! - krzyczy chłopak za mną.
Wyjmuję z kieszeni słuchawki i podłączam je do telefonu. Zapalam papierosa. Uspokajam się.
Zdyszana Ophelia wymija mnie i staje naprzeciw mnie. Wyjmuję słuchawki z uszu.
- Dlaczego go pobiłeś? - pyta akcentując każdy wyraz. Jej oddech jest płytki.
- Nieważne. - Wzruszam ramionami.
- Powiedz - naciska.
- Nie, nie powiem ci. Sorry - odpowiadam i wymijam jej drobną sylwetkę.
- Zayn, kurwa, powiedz mi! - Pierwszy raz słyszę jak przeklina. Łapie mnie za rękę.
- Nazwał cię dziwką, która daje dupy na każdej imprezie! - krzyczę jej prosto w twarz.
I po co ja to powiedziałem? Pozostało mi się już tylko zastrzelić. Możliwe, że nawet nie była świadoma tego, co ludzie o niej mówią.
W oczach Ophelii widzę łzy. Łamie mi się serce. Przytulam ją. Czy słowa tego kutasa są prawdą czy kłamstwem?
- Ophelio, nie wiem jaka jest prawda, ponieważ nie znam cię na tyle, ale tamten dupek nie powinien cię obrażać. Właśnie dlatego skopałem mu dupę. Zasłużył sobie na to.
- A więc tak widzą mnie inni? Myślą, że puszczam się na każdej imprezie? - pyta, spoglądając na mnie swoimi wielkimi oczami, w których błyszczą się łzy.
- Ja tak cię nie widzę - odpowiadam, zgarniając włosy z jej twarzy.
To pierwsza chwila, w której jestem tak blisko z Ophelią. I mimo tego, że płacze, nie chcę by ona się kończyła.
*
Pierwszy września. Pierwszy dzień w college'u. Wzdycham i przechodzę przez główne drzwi szkoły. W jednej ręce trzymam mapkę budynku, a w drugiej swój plan lekcji i za cholerę nie potrafię się połapać. Gdzie niby jest sala 315E?
Idę przepełnionym korytarzem, gapiąc się jak idiota w mapkę, ciągle próbując znaleźć swoją salę. Wpadam na kogoś. Mój wzrok napotyka długie nogi, przedłużone czarnymi sandałami na koturnie. Dziewczyna ma na sobie krótkie, czarne szorty z wysokim stanem i luźną koszulkę na ramiączkach. Jej nogi są najlepszymi nogami jakie było mi dane widzieć w całym moim życiu. A gdy docieram wzorkiem do jej twarzy wiem, że przepadałem bez reszty. Jej usta są piękne, dodatkowo podkreślone czerwoną szminką, ma drobny nos i śliczne, duże brązowe oczy, otoczone wachlarzem długich rzęs. Jej włosy sięgają jej pasa i lekko się kręcą.
- Przepraszam - mówi, brzmiąc jak anioł.
- Nie, to ja przepraszam - odpowiadam natychmiast.
Dziewczyna uśmiecha się do mnie i wymija mnie.
Słyszę dzwonek na lekcję, więc zaczepiam pierwszą lepszą osobę, która tłumaczy mi jak dojść do mojej klasy. Spóźniony wpadam na zajęcia. Nauczyciel na szczęście puszcza mi to płazem. Zajmuję najbliższe wolne miejsce i zauważam, że niedaleko mnie siedzi dziewczyna, na którą wpadłem.
Czuję, że to będą dobre dwa lata.
__________________________________
Cześć :)
Pierwszy rozdział za nami. Mam nadzieję, że połapaliście się w nim. Jeśli klikniecie w tytuł rozdziału to w osobnej karcie będzie się Wam odtwarzać piosenka do rozdziału.
Mam nadzieję, że rozdziały będą się pojawiać regularnie co tydzień. Kilka pierwszych jest powiedzmy, że gotowe, wystarczy kilka rzeczy w nich poprawić.
Napiszcie co sądzicie o rozdziale.
Basia, xo.